czwartek, 27 września 2018

Paper bags.

Nowość w moich hand made'ach. Do literek dodaję papierowe torby z moim logo. Niby niewiele a jak zmienia zamówienia, tego mi brakowało. I nowe kartki, muszę jeszcze popracować nad formatem..

Nastała jesień, wraz z którą moje leśne królestwo zyskało nieco za dużo błota. Brak mi słów, tymczasem pracujemy nad nową budą dla Skye'a!

piątek, 14 września 2018

My hand made names.

Moje literki, moja pasja. Uwielbiam szyć! I z każdym nowym zamówieniem - jeszcze bardziej. 








Standardowo brakuje czasu na cokolwiek, mam tyle planów, tyle niedokończonych rzeczy w domu, i ta nieszczęsna borelioza powoli przypominająca o sobie ehh napiszę więcej jak tylko znajdę chwilę.

Mój M. Moje dzieci. Mój dom. Mój pies. Moje autko. Moje życie.
Kocham Was!

piątek, 3 sierpnia 2018

Dreams.

Własny pies. Molos. Czarny. I dokładnie nowofundland. Kolejne marzenie można uznać za spełnione. Przeglądałam oferty już od momentu planowania domu, cicho marząc, że może kiedyś się uda. Gdybym sama miała o tym zdecydować, to niestety nie kupiłabym go - marząc do końca życia. Jednak decyzja o zakupie takiej bestii to poważna sprawa. Rodzina odradzała, przekonywała i robiła wszystko, żeby to nie stało się faktem. Jedynym pewnym tej kwestii był mój M. Ohh kocham go za to jeszcze mocniej. Tak więc kiedy znalazłam ogłoszenie raptem 100 km od nas, a przeprowadzka była kwestią miesiąca - zarezerwowałam, dzięki mojemu M. Pies nie mogł trafić fo kawalerki u rodziców, więc przeprowadzka stała się koniecznością.W efekcie 31 stycznia zamieszkaliśmy w nieumeblowanym domku, a już 2 lutego przywieźliśmy nowego członka rodziny. Póki co był śliczną malutką kuleczką, którą dzieciaki polubiły i lubiły go do czasu kiedy je przerósł. Teraz się go boją, ale tolerują i tak czekamy, aż się z nim zaprzyjaźnią. Imię wybrała mu Blanka, bo o jej zgodę obawialiśmy się najbardziej. Od urodzenia boi się psów, a mieszkanie zdala od cywilizacji, bez psa - było dla mnie niemożliwe. Skye jest już z nami 7 miesięcy i zostanie do końca życia. Daleko mu do Skye z Psiego Patrolu, ale tak wybrała nasza córeczka i nie miałam sumienia tego zmieniać. Waży 50 kg, jest przepiękny i kocham go, mimo jego wad.

Nowofundland nie jest dla każdego, trzeba mieć wielką cierpliwość dla jego uporu i szczenięcych wariacji w wersji XXL. Cierpliwość porównywalna do rozmiarów. Podobnie jak i rozum, bo niufy są bardzo mądre i rodzinne. Dzielnie znosi upały, a zimą się relaksuje. Mój wymarzony przyjaciel!

niedziela, 22 lipca 2018

Pickled cucumbers.

Moje pierwsze ogórki kiszone. W tym roku po raz pierwszy zamykam w słoiku zdrowe smaki. Doświadczenie pokaże czy było warto. Mam już śliwki, jabłka, fasolkę i w końcu ogórki! Mniam!

Oprócz solnej zalewy dodałam korzeń chrzanu, koper, czosnek, liść laurowy i ziele angielskie oraz liść wiśni. Może powinnam dodać coś jeszcze?

sobota, 21 lipca 2018

Go away bad day.

Dziś taki dzień, kiedy wszystko jest na nie. I na dobór złego, najmłodszym zawsze udziela się nastrój mamusi. Ehh tak, poproszę o przerwę.
I na przekór złemu, moja odrobina radości - pierogi, mniam!

wtorek, 17 lipca 2018

Handmade name.

Kolejne imię gotowe. Szycie na maszynie przynosi mi tyle spokoju, w mojej głośnej codzienności. Wieś to moja oaza spokoju, ale mimo to, w domu wciąż głośno. Opanowanie rozbieganych, roześmianych i rozkrzyczanych maluchów to moja niemożliwość. Rozumiem, że tego potrzebują.. świat ciągle je ucisza, a przecież to daje im tyle radości. Maszyna do szycia to ukojenie dla moich myśli. Miejsce, w którym wyciszam słuch do minimum i słyszę tylko uderzenia igły. Ah jakie to przyjemne, gdyby tylko efekt był bardziej zadowalający, ale cóż nie można mieć wszystkiego :)

A na mojej cichej i bezludnej wsi, morze deszczu i pięknie rozświetlające niebo burze. Mieszkając całe życie w tradycyjnym domu, najbardziej brakowało mi dźwięku kropel deszczu na dachu, bezpośrednio nad moim łóżkiem. Melodia mojej duszy! I za tą kojącą muzykę kocham moje miejsce ma ziemi codziennie jeszcze bardziej!

sobota, 14 lipca 2018

Walking in the meadow.

Kiedyś piękna, spokojna, cicha i kojąca, dziś nieco zmieniona i coraz bardziej zamieszkała. Nie rozumiem potrzeby urbanizacji takich leśnych zakątków, tworzenia ogromnych nasypów pod budowę domów. I tym samym niszczenia pięknej natury. Jest mnóstwo niewykorzystanych terenów wiejskich, idealnych na potrzeby rozrastającego się miasta. Dlaczego więc niszczyć przyleśne łąki, których tak niewiele zostało? Na ogromnym osiedlu domków jednorodzinnych jedyne czego brakuje to park i miejsce na spokojny spacer.. domów jest aż nadto.. ale światem rządzi pieniądz i dla wielu tylko to się liczy.
W tym momencie mój dziecięcy zakątek jeszcze istnieje i stojąc na przeciw lasu widzę piękną naturę. Lepiej jednak nie odwracać głowy, bo na przeciw lasu widok po prostu smuci..
Osiedle, na którym mieszkałam w dzieciństwie było miłe i spokojne, teraz zamienia się w osiedle nowobogackich snobów. Na szczęście istnieje jeszcze polska wieś i ten klimat doceniam najbardziej!

czwartek, 12 lipca 2018

Next day in my paradise.

Dziś w natłoku wszystkich zajęć postanowiłam chwilę przeznaczyć na moje zewnątrz. Wiele jeszcze zostało do wykończenia, ale niewiele do zrobienia przeze mnie. Cóż, padło na parapety! Zabierałam się za to od kilku miesięcy. Myślę sobie, prosta rzecz! Trochę fugi, kilka okien.. okazało się ciężej niż przypuszczałam i szczerze, rąk nie czuję :)  ale efekt jest lepszy niż przed fugowaniem! Może nie idealnie, ale w końcu skończone! Kolejny punkt wykończenia domu, odhaczony!

środa, 4 lipca 2018

My handmade things.

Przez ten cały nieobecny czas starałam się rozwijać moje rękodzieło. W miarę dostępnego czasu wolnego udało mi się zrobić kilka rzeczy. Maluchy wymagają wieeele uwagi, ale kiedy śpią mam chwilę dla siebie. Najlepszym motywatorem są zamówienia, kiedy ktoś czegoś oczekuje i ma przy tym określone wymagania. Czasem coś podpowiem, ale głównie jestem otwarta na propozycje. Jak miło jest zająć się czymś pożytecznym, a jeszcze milej jest sprawić komuś radość z wykonanej rzeczy. W zależności od tego co u mnie zamówiono, robiłam pudełka ślubne, jeszcze więcej kartek okolicznościowych i te moje szyte literki. To wszystko obudziło we mnie chęć obdarowywania innych moimi pomysłami. W tej chwili korzystając z listy prezentów ślubnych zrobiłam kuzynce spersonalizowane kieliszki do wina, umieszczając w każdym drobny podarunek z karteczkami:
- gotówka - na rosnący majątek,
- lubczyk - na miłość,
- kawa - na wspólne poranki,
- herbata z imbirem - na chłodne wieczory,
- skarpeteczki - na przyszłość,
- rada - na pierwszą kłótnię.
Oczywiście jest wiele możliwości, ale wybrałam te, które najbardziej lubię. Więcej moich hand madów zamieściłam na mojej nowej stronie, gdzie pogrupowałam wszystko co do tej pory stworzyłam. Strona nie jest jeszcze perfekcyjnie dopracowana, ale co jakiś czas staram się wprowadzić jakieś zmiany.

poniedziałek, 2 lipca 2018

Home in my paradise.

Tyle marzeń, tyle planów, tyle ciężkiej pracy i wyrzeczeń.. minęło sporo czasu od kiedy przestałam pisać. Tak bardzo mi tego brakuje, ale co zrobić kiedy dzień się kończy, a ja znowu nie znalazłam chwili żeby tu zajrzeć. Ehh.. przez czas kiedy mnie nie było, ciężko pracowałam przy budowie własnego M4. Bawi mnie rozmiar mojego domu, a właściwie domku, bo to jedynie 54m2, czyli standardowe M4. Kocham go nad życie mimo małych rozmiarów, ponieważ codziennie spełnia moje marzenia. Najważniejszy jest fakt, że wybudowany jest w moim raju, w moim miejscu na ziemi. Ze względów prawnych (brak miejscowego planu zagospodarowania terenu, chroniona klasa ziemi), starostwo wyraziło zgodę na wybudowanie domu wielkości domku letniskowego, tak więc musiał spełniać określone warunki. Wybudowaliśmy go w miejscu, w którym nie będzie kolidował z planowaną budową docelowego domu (w przyszłości). Tak więc moje 60 arów szczęścia jest w końcu zamieszkałe. Nasz mały sukces :)


Dzieci dzielnie zniosły budowę i mieszkanie w częściowo przystosowanym domu, ale jak często bywa dom jest wykończony na tyle, aby można w nim było mieszkać. Na początku mieszkaliśmy w jednym pokoju z materacem na środku i aneksem kuchennym z blatem z płyty osb. A teraz mamy oddzielny salon i sypialnie na górze. Pomimo małych rozmiarów na dole mamy salon z małą kuchnią i kącikem jadalnym pomiędzy oraz łazienkę, przedsionek i schowek pod schodami. Na górze jest nasza sypialnia, dwa małe pokoiki dzieci oraz dodatkowe pomieszczenie.


Teraz mogę przyznać: kocham swoje życie! Mimo tego, że zazdroszczę czegoś każdemu kogo spotkam, w końcu jestem szczęśliwa. Zmiana otoczenia, niezależność i świadomość bycia tu - uskrzydliła mnie. Życzę każdemu, żeby zwykła codzienność dawała radość!